Strona główna

Aktualności
Dodano: 2014-08-17 08:16:07
Dodano: 2014-08-03 07:59:58
Dodano: 2014-07-27 10:49:33
Dodano: 2014-07-20 11:08:36
Dodano: 2014-07-13 10:19:35

Dziś (XX niedziela zwykła) z tekstów płynących ze Słowa Bożego wyraźnie słychać, że nikt nie będzie odtrącony. Ani złe urodzenie ani życiowe perturbacje przed nikim nie zamykają możliwości zbliżenia się do Boga. Bo nikt nie urodził się bez celu. "Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie" (Rz 11,32). Bóg chce zbawienia wszystkich. A to znaczy też, że nikogo nie spisał na straty.


Tak za czasów Jezusa, jak i wcześniej, tak samo i współcześnie jest to wielki dylemat ludzi Wiary. Czasem wydaje się, że chcielibyśmy (jak wspólnota to wspólnota) wszystkich potępiać i nawracać gwałtem. Izrael współczesny Jezusowi wolał trzymać się Tradycji. A Kananejka, której Jezus uzdrowił córkę przez Wiarę, była poganką. Jej wiarę możnaby opisać "ostatnią deską ratunku". I zadziałało. Nie szukała znaku, ale zmiłowania. Izrael współczesny Jezusowi szukał znaków, nie potrzebował miłosierdzia. Tak samo współcześni chrześcijanie nie potrzebują miłosierdzia (oczywiście nie każdy). Są świętsi od Papieża i mają prawo potępiać zagubionych. Tylko czy to jest religia - relacja z Panem Bogiem?


Relacja z Panem Bogiem nie gwarantuje braku trudnych sytuacji życiowych, bo to one tą relację kształtują. Wokół nas nie ma wrogów, ale są ludzie, których trzeba przyprowadzić do Jezusa. Życie religijne to nie jest święty spokój i poukładane życie, plan i nie zakłócona jego realizacja. To nawet nie byłoby zwykłe życie, bez religijnego kontekstu, ale wegetacja, przechodzenie z jednego dnia w drugi i pogrążanie się w pustce. A Bóg potrafi się nagiąć do ludzkiej woli, jak widać z przykładu Kananejki.